Inaczej
Sebastian Juszczak · Tom II
Zmartwienia
Już się chyba z tym pogodziłem, że często stoję w deszczu niezapowiedzianym, złudnie licząc na choćby promień słońca. Choć smutniej we mnie z westchnień nagłych burz błyskami słanych, twych zmokniętych kroków stawianych samotnie. Bez promieni słońca. Z parasolem zostawionym w sieni.
Pieśń drwala
Mówiłem do ciebie Tak jak chciałem Niebanalnie W metaforach W uśmiechu Ze zgrzytaniem zębów O poranku I schyłku słońca O jednym zapomniałem: Pień… jest głuchy… jak pień.
Vive la liberté
W cieniu gilotyny schroniłem skroń pokrytą pulsem mych przekonań. Straciłem głowę, mowę, wzrok, piętno idei chcąc zachować Kat niepotrzebnie łapie spust. Wisielczy humor spod kaptura. Coś o wolności słychać z ust. Czyjej? Zapytać trzeba pióra. Wokół elegii słychać ton, co smak wolności nieco zmienia. Którą odegrasz rolę swą: brata, czy kata? – dziś bez znaczenia. Wierny jak pies ideom – trwam, Waruję przy nich bez kagańca. Ktoś mi łańcuchem przestrzeń dał, a potem krzyknął: zdrajca!